Spotkanie na szczycie - Dalajlama i Obama

Buddyzm Tybetański (11) – Wędrówka na Zachód

Tym, co od dawna przyciągało ludzi Zachodu do Tybetu i do buddyzmu tybetańskiego jest jego szczególny, magiczny mistycyzm, cudowność. Lewitujący lamowie, szybkobiegacze pokonujący bez spoczynku ogromne przestrzenie, mnisi suszący ciepłem swego ciała zmarznięte na kamień prześcieradła, bilokacja, tajemnice górskich jaskiń, skarby skrywane w klasztorach. Te i inne niezwykłe zjawiska opisywali pierwsi „odkrywcy” Tybetu, między innymi dzielna podróżniczka Alexandrę David-Neel, … Trochę to wszystko zakrawa na baśń, legendę, mit, trochę to pachnie sensacją na pierwsze strony tabloidów. A jednak magia Tybetu i buddyzmu tybetańskiego jest autentyczna, choć może nie tak spektakularna i pełna fajerwerków, jak chcieliby niektórzy, bo lamowie to nie kuglarze, którzy pragną zabawiać tłum, a wszystkie „cudowności” są jedynie produktem ubocznym, nie zaś celem praktyk. W swoim sztandarowym dziele, „Mistycy i cudotwórcy Tybetu”, A. David-Neel przytacza następującą przypowieść:

„[…] ongi Budda podróżując z kilku swymi uczniami spotkał wychudzonego joga, siedzącego samotnie w chacie w głębi lasu. Budda zatrzymał się i spytał jak długo człowiek ten mieszkał tam prowadząc surowy żywot pustelnika.

– Dwadzieścia pięć lat – odparł jogi.
– A jaką moc osiągnąłeś dzięki tym długim gorliwym wysiłkom? – Spytał znów Budda.
– Mogę przejść w poprzek rzeki, idąc po powierzchni wody – z dumą odparł pustelnik.
– Mój przyjacielu – rzekł Budda ze współczuciem – czyś naprawdę stracił aż tyle czasu dla takiego głupstwa? Przecież przewoźnik przewiózłby cię na drugą stronę rzeki za niewielką opłatą”.

Nepal i Indie, kraje, które po inwazji chińskiej stały się nową ojczyzną Tybetańczyków, w przeciwieństwie do samego Tybetu, były otwarte na przybyszów z Zachodu, a turystyka stała się szybko jedną z ważniejszych gałęzi gospodarki generującą w dużym stopniu dochód narodowy, zwłaszcza małego, górzystego i ubogiego Nepalu. Prawdziwy boom nastąpił w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego stulecia, w erze Wodnika i dzieci-kwiatów. Przyciągały magiczne Indie, z joginami, fakirami i mistyczną muzyką, ale na miejscu byli już i lamowie. Niektórzy z tych, co przybyli do Nepalu i Indii, żeby pooddychać wolnością, jakże różną od tej zachodniej, naznaczonej wyścigiem szczurów i, co tu owijać w bawełnę, żeby napalić się do woli mistycznego zielska Śiwy, wkrótce zaczęli z zapałem przebierać paciorkami różańców, okrążać stupy i praktykować pokłony. To oni właśnie, a między nimi znany dziś buddyjski nauczyciel z Danii, Ole Nydahl, zawieźli nauki lamów do Europy. Równocześnie, powiększająca się tybetańska diaspora z Nepalu i Indii rozpoczęła emigracyjną ekspansję do Stanów Zjednoczonych i Europy. Oprócz osób świeckich zaczęli wyjeżdżać i lamowie, zwykle na zaproszenie społeczności tybetańskiej, albo któregoś z wyrastających jak grzyby po deszczu ośrodków buddyjskich założonych przez i dla mieszkańców Zachodu.

Do Polski buddyzm tybetański trafił mniej więcej w połowie lat 70-tych za sprawą Władysława Czapnika i Olego Nydahla. Jako oficjalny związek wyznaniowy zaistniał w roku 1983. Dziś mamy wiele ośrodków i związków reprezentujących różne szkoły buddyzmu, dzogczen i bon, bo te religie w dziwny, malowniczy i kreatywny sposób zazębiają się i uzupełniają. Doczekaliśmy się rodzimych mnichów, lamów i własnych ośrodków ze świątyniami i stupami, a wielcy mistrzowie tybetańscy różnych szkół w miarę często odwiedzają nasz kraj. Coraz więcej jest też mnichów i lamów o całkiem białej skórze, coraz więcej ludzi Zachodu jeździ do Indii i Nepalu, żeby podjąć rzetelne studia buddyjskie w jednym z tybetańskich klasztorów, nauczyć się języka, odbyć trzyletnie odosobnienie. Buddyzm tybetański przestał być już tak egzotyczny, jak w czasach David-Neel, ale zdaje się nie tracić na atrakcyjności. Na spotkania z wybitnymi lamami wszystkich szkół przychodzą tłumy, a popularyzacja buddyzmu przyczyniła się także do popularyzacji kultury tybetańskiej w ogóle. A Tybet i Tybetańczycy potrzebują istnieć w zbiorowej świadomości świata. Tylko dzięki temu kultura tybetańska może przetrwać.

Jeśli wybierasz się do Indii Szerokopojętych i potrzebujesz inspiracji, zajrzyj na stronę naszego biura podróży.
Skontaktuj się jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji pobytu:
info@strefawypraw.com.pl | tel. 12 4441293

biuro podróży STREFA WYPRAW

Dodaj komentarz

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Filter