współczesne tanki

Buddyzm Tybetański (5) – Sześć magicznych sylab

W praktyce buddyzmu tybetańskiego poczesne miejsce zajmuje recytacja mantr (krótkich modlitw-„zaklęć”). Mantry wywodzą się z Indii, gdzie były znane od niepamiętnych czasów i gdzie nadal są recytowane lub śpiewane przez wyznawców hinduizmu. Najsłynniejszą mantrą świata, oprócz szeroko spopularyzowanej przez popkulturę mantry Hare Kriszna, jest OM MANI PADME HUM, której pierwsza odnaleziona forma pisana liczy sobie tysiąc lat. OM MANI PADME HUM powtarzają buddyści różnych szkół i odłamów na całym świecie, w swoim własnym brzmieniu, oczywiście. Tybetańczycy nie są tu wyjątkiem. Pośród tysięcy różnych mantr ta właśnie jest najbliższa ich sercu, uważana za najbardziej łagodną, opiekuńczą, dobroczynną i, co dla wielu ma znaczenie pierwszorzędne, związaną z najważniejszą osobą w kręgu kultury tybetańskiej – Dalajlamą – ucieleśnieniem Awalokiteśwary, któremu mantra ta jest poświęcona.

Najprostsze, literalne znaczenie tajemniczych sylab brzmi po prostu „klejnot w lotosie” (mani padme), pierwsza i ostatnia sylaba (om i hum) nie mają znaczenia leksykalnego. Lingwiści i religioznawcy od lat biedzą się nad sensem owego „klejnotu w lotosie”, doszukując się w nim nawet erotyczno-tantrycznego zjednoczenia męskiego i żeńskiego pierwiastka – lingamu tkwiącego w joni. Dalajlama przedstawia własną interpretację, mającą być inspiracją dla praktykujących. Według niego, lotos symbolizuje Mądrość, a klejnot współczucie, miłość i intencję osiągnięcia oświecenia, w skrócie oczywiście. Klejnot w lotosie to również jeden z „przydomków” wielkiego Bodhisattwy Awalokiteśwary (tyb. Czenrezig), a że mantra przypisana jest właśnie jemu, może być po prostu czystą inwokacją. Nikt ze zwykłych „zjadaczy mantr” nie zastanawia się na co dzień nad ich sensem, a tym bardziej nad znaczeniem poszczególnych sylab. Ludzie wierzą, że mantry skonstruowane są tak, by sekwencja powtarzanych dźwięków generowała moc.

Om Mani Padme HumTybetańczycy wymawiają potężną mantrę: Om Mani Peme Hum/Hung, nieco inaczej niż brzmi ona w sanskryckim oryginale, i każdej z sylab przypisują określoną sferę życia, negatywne cechy, które oczyszcza i pozytywne, które stwarza, a każdej literze określony kolor.

Om malowane jest na biało i łączy się ze sferą bogów. Bogowie odznaczają się dumą i niezwykle silnym ego. Om oczyszcza te splamienia umysłu i przekształca je w mądrość, skutkując ponadto rozwojem jednej s Sześciu Paramit (cnót) – Szczodrości.

Sylaba Ma związana jest ze światem Asurów, pół-bogów, których domena pełna jest rywalizacji, zazdrości i skłonności do pogoni za wszelkimi uciechami. Ma przekształca te negatywności we współczucie, wspomaga rozwój kolejnej paramity, Etyki, i malowane jest na zielono.

Żółte Ni to nasz ludzki świat, pełen pasji i pożądliwości, które święta sylaba pomaga przekształcić w zalety ciała, mowy i umysłu, obdarza Cierpliwością (kolejna paramita) i kieruje ku bezpiecznej Krainie Buddy Amitabhy.

Pad jest błękitne i odnosi się do świata zwierząt, których głównym „grzechem” jest niewiedza, w tym także brak spekulatywnego intelektu. Pad obdarza Pilnością (kolejna z sześciu cnót), daje spokój i opanowanie oraz zapewnia opiekę Awalokiteśwary.

Me ma kolor czerwony i sięga mocą swego dźwięku do świata pretów, demonicznych istot nazywanych także głodnymi duchami. Cierpiące z powodu wiecznego nienasycenia, chciwości i zaborczości, głodne duchy obdarza błogością i wskazuje konieczność pracy z kolejną z cnót – Wyrzeczeniem.

Czarne (lub ciemnogranatowe) Hung dociera do piekieł, niosąc tam współczucie i cnotę Mądrości. Pomaga przekształcić uczucia agresji, gniewu i nienawiści.

Powyższy opis nie wyczerpuje oczywiście pełnego zakresu znaczeń i działania poszczególnych sylab. O mantrze Om Mani Pad Me Hung mówi się, że otwiera wrota piekieł i wyzwala z wszelkich opresji, ratując i wspomagając istoty na wielu poziomach. W kulturze tybetańskiej jest wszechobecna: malowana, kuta w skale, rysowana, intonowana, recytowana, haftowana. Zawsze z zachowaniem odpowiednich kolorów. Tak, czy inaczej, im więcej mantry, tym lepiej. Dla całego świata, bo niesie w sobie przesłanie pokoju, empatii i miłości.

Szczególną tradycją rozpowszechniania mantry jest rycie jej lub malowanie na kamieniach, które następnie składane są w tak zwane „mani mury”, które można spotkać zarówno w pobliżu ludzkich siedzib, jak i w oddalonych, niedostępnych rejonach górskich. Czasem są to zaledwie kamykowe kopczyki i murki, czasami jednak przybierają formę potężnych, kilkudziesięciometrowych murów lub wielkich pojedynczych głazów pracowicie pokrytych powtarzającą się mantrą. Amatorzy górskich himalajskich wycieczek z pewnością natknęli się na nie na niejednym szlaku. Mani mury budowane są czasem z rozmysłem, a czasami powstają spontanicznie: jakiś pielgrzym lub wędrowiec połozy pierwszy kamień, a kolejni dorzucają stopniowo swoje mani kamyki. Dzień po dniu, rok po roku rośnie mur, którego zadaniem jest obalić wszelkie mury krępujące wolność umysłu. Takie miejsca mani stają się niejako miejscami mocy, a na pewno wskazówkami w drodze – tej zwyczajnej, z przełęczy na przełęcz, i tej przenośnej, wiodącej poprzez życie ku nieznanym przeznaczeniom.

Obrazy i posągi.

Wszystkie barwy światła kryją się również w tankach, malowidłach najbardziej chyba reprezentatywnych dla sztuki tybetańskiej. Tanki maluje się na płótnie bawełnianym lub jedwabiu i raczej się ich nie oprawia. Są obszywane brokatem i wieszane na bambusowych prętach.

Sztuka tworzenia tanek jest całą rozbudowaną wiedzą, należąca do kanonu nauk tybetańskich obok logiki, gramatyki, medycyny i filozofii. Wyobraźni malarza nie pozostawia się właściwie żadnego marginesu, bo obrazy mają służyć medytacji, a nie kontemplacjom estetycznym, więc ukazywana na płótnie postać czy mandala podlega ścisłym, wyliczonym niemal co do milimetra regułom. Ikonografia dokładnie określa sposób przedstawiania określonych postaci, ich postawy, atrybutów, odzienia itp., a ikonometria (nauka o miarach i proporcjach) narzuca określone proporcje oparte na ustalonych proporcjach ludzkiego ciała, między innymi szerokość palca i szerokość dłoni. Ściśle określona jest również kolorystyka wszystkich elementów. Forma musi w pełni odzwierciedlać reprezentowaną treść, a proporcje odpowiadać kanonom, które od stuleci nie uległy żadnym zmianom czy odchyleniom od obowiązujących norm. Aż dziw bierze, że przy tak drobiazgowym określeniu zasad malowania tanki nie wyglądają na produkt sztampowy. Przeciwnie, można odnieść wrażenie, że nie ma dwóch identycznych tanek, choćby przedstawiały tę samą formę medytacyjną. Jedynym sensownym wytłumaczeniem tej kwestii jest fakt, że akt tworzenia sam w sobie jest medytacją, a artysta, jednocząc się na pewnym poziomie z malowaną formą pozostawia w jej wizerunku subtelny ślad indywidualny. Tak czy inaczej, tanki są piękne, choć strona estetyczna odgrywa w ich przypadku rolę drugorzędną. Tanka ma bowiem wspomagać tworzenie wizualizacji, ważnego elementu medytacji tybetańskiej, a wizualizacja (i sama tanka) ma pobudzać konkretne warstwy i aspekty umysłu medytującego, odwołując się do pierwotnych, uniwersalnych archetypów, choć oczywiście Tybetańczyk wyraziłby to w zupełnie inny sposób.

Podobną rolę jak tanki pełnią posążki Buddów i bodhisattwów, a ich wykonywanie również podlega ścisłym normom. Dla postronnego obserwatora tybetańskie posągi i posążki są po prostu piękne, choć czasem aż nadto dynamiczne i nieco przerażające, daleko im do przesłodzonych dewocjonaliów. Są nie tylko wyobrażeniami potężnych energii, ale i same w sobie są przedmiotami mocy.

Zarówno tanki jak i posągi przedstawiają słynnych nauczycieli, Buddów, bodhisattwów, strażników i inne istoty stanowiące przedmiot medytacji.

Jednym z najbardziej charakterystycznych motywów tybetańskiej sztuki sakralnej jest mandala, diagram geometryczny oparty na planie koła lub/i kwadratu, a w zasadzie na powtarzających się naprzemiennie i koncentrycznie kwadratach i okręgach. Symbolika mandali wymagałaby osobnego szczegółowego omówienia, gdyż jest to forma niezwykle złożona. W dużym skrócie i uproszczeniu mandala to symboliczne, graficzne przedstawienie wszechświata w całej jego rozciągłości i wielowymiarowości, od widzialnej sfery ziemskiej po niezliczone wymiary duchowe. Mandale maluje się nie tylko na tankach. Popularną i wyjątkową zarazem praktyką jest usypywanie mandali z kolorowego piasku, mąki lub ziarenek ryżu. Taką misterną „usypywankę” tworzy się nieraz przez dni i tygodnie, w zależności od wielkości obiektu. Dla tworzących sypaną mandalę mnichów praca nad nią jest medytacją, a efekt końcowy, oszałamiający precyzją i wysublimowanym pięknem barwnych geometrycznych form, trwa tylko chwilę. Dzieło zostaje unicestwione, czyli po prostu zmiecione z powierzchni świata za pomocą miotełek. Demonstracja prawdy o przemijaniu. Destrukcja opowiadająca w skrócie cała naukę Buddy. Sztuka dla sztuki, nieżądająca oklasków i sławy. Kwintesencja „dziwności” buddyzmu w ogóle, a tego tybetańskiego w szczególności.

Instrumentarium dobrego czarodzieja.

Przy wykonywaniu złożonych i skomplikowanych praktyk, zarówno lamowie i mnisi, jak i osoby świeckie posługują się rozmaitymi przedmiotami „liturgicznymi”, z których każdy ma szczególne znaczenie, szczególną symbolikę i szczególne zastosowanie. Oczywiście, istnieją praktyki proste, do których wykonania wystarczy kawałek podłogi i poduszka do siedzenia, ale są i takie, do wykonania których potrzeba przynajmniej dwóch magiczno-symbolicznych przedmiotów. Te dwa ważne, wykonane z metalu symbole to dzwonek i dordże. Jaki jest dzwonek, każdy widzi, z tym, że ten tybetański zwieńczony jest połówką dordże. Czym jest dordże, już nie każdy widzi, bo i stylizacja owego symbolu poszła niezwykle daleko. Dordże to diament, klejnot, piorun, ogień nieba, potężna broń, którą posługuje się sam bóg Indra. Dordże symbolizuje aktywność, współczucie i skuteczne środki. Dordże to odpowiednik hinduskiego lingamu, męski pierwiastek wszechświata. Dzwonek, jak łatwo się domyślić, symbolizuje żeńską stronę rzeczywistości: pustkę, otwartość, potencjał i mądrość. Dzwonek i dordże, joni i lingam, jin i jang. Dwa pierwiastki współtworzące wszystko co istnieje, odlane z mosiądzu, często złocone i srebrzone. A dzwonek naprawdę dzwoni, nie tylko symbolicznie. Jego serce, często wystające poza czaszę, jest zwykle przywiązane sznureczkiem.

Oprócz najważniejszej pary atrybutów tybetańskiego rytuału istnieje jeszcze wiele innych, takich jak rozmaite naczynia ofiarne (w tym „kapala” z ludzkiej czaszki), bębenki „damaru”, kadzielnice, lampki, instrumenty muzyczne, phurba – rytualny sztylet i inne niezwykłe przedmioty, którymi posługują się bóstwa i ludzie.

Do odprawienia ofiary „pudży” niezbędne są też teksty medytacyjne, drukowane z bloków podobnie jak chorągiewki, oprawione w deszczułki i pieczołowicie owijane szlachetną tkaniną.

Oczywiście, nikt, kto pragnie praktykować buddyzm tybetański nie jest zobligowany do zdobycia owych egzotycznych utensyliów, przynajmniej nie od razu. Na początek wystarczy kawałek podłogi. Albo kawałek jaskini. Reszta pojawi się, gdy przyjdzie na to czas.

Jeśli wybierasz się do Indii Szerokopojętych i potrzebujesz inspiracji, zajrzyj na stronę naszego biura podróży.
Skontaktuj się jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji pobytu:
info@strefawypraw.com.pl | tel. 12 4441293

biuro podróży STREFA WYPRAW

Dodaj komentarz

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Filter