Siddartha medytujący pod drzewem bodhi

Buddyzm tybetański (1) – W poszukiwaniu źródeł

Wszystkie kolory światła.

Oby wszystkie istoty posiadły szczęście i przyczynę szczęścia,
Oby były oddzielone od cierpienia i przyczyny cierpienia,
Oby nie były oddzielone od wielkiego szczęścia, w którym nie ma cierpienia,
Oby wszystkie istoty mogły żyć spokojnie, bez przywiązania i niechęci wobec innych,
W przekonaniu o równości wszystkiego, co żyje.

(Modlitwa Czterech Niezmierzonych Stanów Ducha: Miłości, Współczucia, Radości i Równości)

 

Buddyzm tybetański można porównać do cebuli – jądro duchowej tajemnicy owinięte jest wieloma warstwami, bez zdjęcia których nie można się do niego dobrać. I choć każdy wie, że na końcu znajdzie Pustkę, no, najwyżej czyste białe światło, zdejmowanie kolejnych warstw jest procesem nie tylko stymulującym rozwój duchowy, ale i fascynującym, niczym eksploracja nowo odkrywanych lądów.

Buddyzm to wyjątkowa religia i nieraz zastanawiano się, czy w ogóle jest to religia, czy raczej filozofia, albo psychologia oparta na głębokiej filozofii i odwiecznych archetypach. No, bo co to za religia, która nie interesuje się ani stworzeniem świata, ani Bogiem i, na dodatek, każdy musi zbawić się sam?

Buddyzm narodził się w Indiach ponad 2500 lat temu na fali intelektualnego i duchowego sprzeciwu wobec skostniałego i absurdalnie zrytualizowanego braminizmu. Od pewnego czasu powstawały już Upaniszady – teksty znacznie pogłębione w warstwie filozoficznej, jednak prawdziwa rewolucja przeobrażająca powierzchowną religię kapłanów polegającą głównie na składaniu ofiar w dojrzałą doktrynę hinduizmu, miała nastąpić kilkanaście wieków później za sprawą mistrza Śankary.

Tymczasem na obszarze Indii Szerokopojętych pojawiło się, prawie jednocześnie, dwóch mędrców głoszących prawdy nowe, aczkolwiek mocno zakorzenione w dotychczasowych dokonaniach myśli religijnej i filozoficznej. Obydwaj – Mahawira i Budda – pozostawili po sobie nowe doktryny religijne – dżajnizm i buddyzm. O ile dżajnizm pozostał religią na wskroś indyjską, buddyzm dość szybko wyemigrował z ojczyzny, rozprzestrzeniając się nie tylko na krainy ościenne, ale podbijając całą niemal Azję Południową, Południowo Wschodnią i Daleki Wschód, zdobywając szturmem Japonię, Koreę i Chiny. Wszędzie, gdzie się pojawiał, chłonął i przyswajał elementy lokalnych wierzeń i tradycji religijno-filozoficznych, nie gubiąc przy tym niczego z nauk ofiarowanych światu przez Mędrca z Rodu Śakjów, księcia Gautamę, czyli po prostu Buddę.

Nauki Buddy Śakjamuniego opierają się na Czterech Szlachetnych Prawdach, prawdach, które wygłoszone ponad 2500 lat temu w Sarnath, niedaleko Benares, wprawiły w ruch Koło Dharmy i zapoczątkowały przygodę ludzkości z buddyzmem.

Pierwsza Szlachetna Prawda mówi o istnieniu cierpienia, druga o jego przyczynie, trzecia o ustaniu cierpienia, a czwarta o Ścieżce prowadzącej o ustania cierpienia.

Zarówno w swej esencji, jak i w szczegółowym rozwinięciu, Cztery Szlachetne Prawdy stanowią podwaliny wszelkich nauk buddyjskich, jakie kiedykolwiek zostały wygłoszone lub spisane. Są również podstawą doktryny, o ile to dobre słowo, buddyzmu tybetańskiego. Za prostymi zdaniami o cierpieniu stoi potężna, rozbudowana i wzbogacana przez wieki filozofia i psychologia, której zasady i przesłanie są jądrem wszystkich „odmian” buddyzmu. Każdy z „buddyzmów” obudował wokół tej filozofii warstwę indywidualnego rozumienia i własny zestaw środków służących do realizacji zasadniczego celu praktyki – uwolnienia się od cierpienia poprzez osiągnięcie Oświecenia. Buddyzm chiński zaangażował do działania miejscowe bóstwa i posilił się dokonaniami taoizmu i konfucjanizmu, buddyzm japoński wykorzystał miejscowy koloryt obyczajowy i mitologię shintoistyczną.

Dzięki tolerancyjności, elastyczności i „bezbożności”, buddyzm był w stanie współpracować z każdą zastaną doktryną, nie wymachując przy tym – z reguły – ani ogniem, ani mieczem.

Obraz dzisiejszego buddyzmu to szereg „buddyzmów lokalnych”, między innymi japoński i chiński buddyzm Czystej Krainy, zen w wydaniu japońskim, chińskim i koreańskim, buddyzm tajski, cejloński buddyzm hinajany i buddyzm tybetański, potocznie, acz nie bez racji, zwany lamaizmem. Czasami buddyzm tybetański określa się także mianem wadżrajany, ale nie jest to określenie całkiem ścisłe, gdyż o ile buddyzm tybetański to wadżrajana, czyli tantryczna odmiana buddyzmu, to wadżrajana niekoniecznie musi być tożsama z buddyzmem tybetańskim, znana była również w innych krajach, poza Tybetem, a narodziła się w Indiach z inspiracji tantrycznej jogi hinduizmu.

Tradycja tybetańska głosi, że buddyzm przyniósł do Tybetu indyjski Mahasiddha Padmasambhawa, mistrz tantry i wielki jogin. Tradycja niewiele mija się z prawdą, gdyż Padmasambhawa, z tybetańska nazywany Guru Rimpocze, przybył do Tybetu na zaproszenie jednego z dawnych władców, żyjącego i władającego w VIII wieku króla o imieniu Tsirong Decen. Buddyzm nie był wtedy w Tybecie całkowitą nowością, a to za sprawą międzynarodowych koligacji poprzednich królów z księżniczkami z Chin i Nepalu, które nauki Buddy wniosły niejako w posagu. Padmasambhawa nie był też jedynym zaproszonym nauczycielem buddyjskim. Król wziął się do „buddyzacji” kraju metodycznie i rzetelnie, na dwór zawitali jogini, uczeni i tłumacze, a do Indii oddelegowano uczonych mających, na podstawie indyjskiego pisma dewanagari, opracować alfabet odpowiedni do zapisu języka tybetańskiego. Padmasambhawa był najbardziej charyzmatyczną z zaproszonych osobistości, gdyż to jego wymienia się zwykle jako autora solidnych podwalin pod religię, która z biegiem czasu stała się religią narodową, przenikającą wszystkie dziedziny życia codziennego i wszelkiej myśli filozoficznej, naukowej i artystycznej Tybetu.

Przed politycznymi małżeństwami królów i przybyciem indyjskich nauczycieli, w Tybecie nie panowała, bynajmniej, duchowa próżnia. Mieszkańcy wyznawali lokalną religię o nazwie bon, w dużym stopniu opartą na tradycjach szamanistycznych, być może podobnych do tych z Azji Centralnej i Syberii, ale na pewno niewiele da się powiedzieć, bo wieki bardziej lub mniej zgodnej koegzystencji z buddyzmem sprawiły, że dziś trudno określić, co, kto i od kogo zapożyczył, bo i jedni i drudzy nawzajem czerpali garściami ze swoich doktryn i panteonów. Z tą koegzystencją dwóch religii różnie bywało, w zależności od postawy władzy naczelnej, czyli króla, który deklarował się jako buddysta lub jako bon-pa, wyznawca bonu, i zgodnie z deklaracją faworyzował jedną bądź drugą doktrynę. W historii Tybetu były całkiem długie okresy, gdy buddyzm był w odwrocie, żeby nie powiedzieć w zaniku. Potrafił się jednak obronić i przetrwać, między innymi dzięki termom, które nie mają nic wspólnego z kąpielami w gorących źródłach, ale są ukrytymi skarbami – tekstami i naukami pozostawianymi dla potomnych przez wybitnych nauczycieli, znajdowanymi później dzięki magii i medytacji przez tertonów, kolejnych wybitnych mistrzów buddyzmu w ogóle, a buddyjskiej tantry w szczególności.

Od czasów Padmasambhawy do pełnego ukształtowania doktryny wraz z „liturgią” i obyczajowością, buddyzm tybetański przeszedł długą drogę. Przetłumaczono kanon pism buddyjskich Tanjur i Kanjur, ustanowiano porządek zakonny, ukształtowały się cztery główne szkoły: najstarsza Ningmapa oraz Sakyapa, Kagyupa i Gelugpa. Przez wieki utrzymywano również kontakt z ojczyzną Buddy, czerpiąc z nauk wybitnych joginów i mahasiddhów indyjskich.

Swego czasu Tybet był krajem potężnym i wpływowym, przed którym drżały nawet wielkie Chiny. Kultura tybetańska, a wraz z nią religia – albo na odwrót – promieniowały na krainy ościenne, zarówno drogą perswazji i dysputy, jak i podbojów oraz rozmaitych międzynarodowych mariaży. Dlatego też lamaizm zagnieździł się na dobre również w Mongolii, przez którą sięgnął Syberii, Kałmucji i Buriacji, Bhutanu i Ladakhu, a i w Chinach pozostawił po sobie wiele śladów i trochę wyznawców.

Cztery główne szkoły buddyzmu tybetańskiego odzwierciedlają cztery nurty, czy też linie przekazu, jakimi nauki buddyjskie docierały do Tybetu, gdzie następnie były tłumaczone i przekazywane w czasie i przestrzeni. Podział na cztery szkoły ugruntował się na dobre dopiero w wieku XIV lub XV, wtedy też na czoło wysunęła się szkoła Gelugpa, której założyciel, mahasiddha i uczony, Tsonghapa zreformował klasztory i połączył w jeden system nauki przekazywane przez najwybitniejszych nauczycieli wszystkich linii. Z Gelugpy wywodzą się Dalajlamowie, jest to również szkoła kładąca szczególny nacisk na rozwój intelektualny i kultywowanie filozofii. Oprócz czterech głównych szkół istniały i istnieją mniejsze „odłamy” czy subszkoły, w tym dominująca w Bhutanie Drukpa Kagyu. Główne różnice pomiędzy poszczególnymi szkołami zasadzają się na innym rozłożeniu akcentów i odmiennych liniach przekazu, a co za tym idzie odwoływaniu się do nauk innych wybitnych nauczycieli, joginów i filozofów.

Pomimo zewnętrznych różnic przejawiających się, między innymi, w kolorze rytualnych nakryć głowy, czy wystroju świątyń, wszystkie szkoły buddyzmu tybetańskiego, i te główne i te pomniejsze, opierają się na solidnej bazie Czterech Szlachetnych Prawd oraz nauk hinajany, mahajany i wadżrajany. Natomiast, pomimo wspólnej podstawy, każda ze szkół zachowuje własną odrębność i strzeże swojej oryginalnej tradycji.

Do roku 1950, który w historii Tybetu oznacza ważną i bolesną cezurę, sytuacja religijna w kraju była już oczywiście w pełni ukształtowana. Obok buddyzmu, reprezentowanego przez różne szkoły i linie przekazu, istniał i prosperował także bon, a oprócz tego szczególny kierunek myśli tybetańskiej – Dzogczen. Tybet był krajem teokratycznym, władzę sprawował przywódca religijny i polityczny zarazem – Dalajlama – przy pomocy rządu, w skład którego wchodzili i cywile i lamowie ze szkoły Gelugpa, nazywanej też Żółte Czapki, która przez wieki stała się niekwestionowanym liderem, zarówno pod względem liczebności, jak i wpływów politycznych.

„Cywilizacyjnie”, jeśli można użyć takiego określenia w stosunku do kultury „z innej planety”, Tybet sytuował się gdzieś na pograniczu europejskiego Średniowiecza i Renesansu. Wielowiekowa izolacja, feudalizm i wszechprzenikająca religijność stanowiły wystarczający pakiet pretekstów, dla których komunistyczne Chiny czuły się w obowiązku sięgnąć po Tybet, chwycić i już nie wypuścić. Paradoksalnie, aneksja Tybetu okazała się błogosławieństwem dla części świata zainteresowanej szeroko pojętą duchowością i samorealizacją. Oto bowiem lamowie, tkwiący do tej pory za obronnymi murami Himalajów, tajemniczy i niedostępni, pojawili się w zasięgu ręki, masowo emigrując, a właściwie potajemnie uciekając z okupowanego kraju. Największy exodus miał miejsce w roku 1959, kiedy to wraz z XIV Dalajlamą i jego dworem Lhasę i okolice opuściło blisko sto tysięcy ludzi. Gdzie mogli uciec przez ośnieżone przełęcze i skalne pułapki, przez lodowce i mroźne noce? Do Indii oczywiście. A stąd i z sąsiedniego Nepalu zaczęli „promieniować” na resztę świata: intelektualnie, mentalnie i fizycznie. Rozpłatany brutalną agresją Tybet otworzył się dla świata, wykrwawił na zewnątrz falą żywych ludzi i pozwolił poznać. Dziś nie ma chyba europejskiej stolicy, ba! większego miasta, w którym nie rezydowałby jakiś lama, lekarz medycyny tybetańskiej, albo nie istniał ośrodek buddyzmu tybetańskiego, zaś Dalajlama stał się dobrem wspólnym ludzkości, która to ludzkość uhonorowała go w 1989 roku Nagrodą Nobla.

Jeśli wybierasz się do Indii Szerokopojętych i potrzebujesz inspiracji, zajrzyj na stronę naszego biura podróży.
Skontaktuj się jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji pobytu:
info@strefawypraw.com.pl | tel. 12 4441293

biuro podróży STREFA WYPRAW

Dodaj komentarz

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Filter