Mardaani

Bollywood to nie tylko piosenki

Polskiej premierze filmu Nieustraszona Pradeepa Sarkara powyższe stwierdzenie towarzyszy jak cień. Słusznie, jak się bowiem okazuje, pozbawienie dzieła piosenek i poruszenie poważnego tematu zupełnie nie stoją na przeszkodzie bollywoodzkiej formule, która, mimo pieczołowitych zabiegów, mających podkreślić gotowość mainstreamowych gwiazd na coraz to nowsze wyzwania aktorskie, pozostaje niezmieniona. Najbardziej rażąca jest w Nieustraszonej ta właśnie próba wmówienia widzowi, być może tylko przez polskich dystrybutorów, że ma on oto do czynienia z „zaangażowanym i brutalnym feministycznym kryminałem”, który zastąpił rzewne, rozśpiewane historyjki, od lat, rzekomo nieprzerwanie, królujące na ekranach subkontynentu. Tymczasem całe to zaangażowanie ginie gdzieś za łzami i wygłaszanymi mentorskim tonem pompatycznymi przemowami, feminizm sprowadza się do licytacji kto komu potrafi spuścić bardziej bolesne lanie, brutalność natomiast pokrywa spora dawka lukru, równie mdlącego, jak słodkie dźalebi, którymi pani inspektor każe torturować aresztowanego przestępcę.

Bohaterką filmu, jest twarda, nieprzekupna policjantka, Shivani Shivaji Roy (Rani Mukherji), która odważnie rozprawia się z gangiem handlarzy żywym towarem, chociaż nie sama, towarzyszą jej bowiem zawsze inni funkcjonariusze. Obecność mężczyzn u boku Shivani uwiarygodnia historię, ale odbiera też bohaterce wiele wyrazistości, tak istotnej dla protagonistów ekranowych opowieści o szukającym zemsty sprawiedliwym. W efekcie Shivani wiele traci w porównaniu chociażby z Vidyą, główną bohaterką filmu Kahaani (2012) Sujoya Ghosha.

W Nieustraszonej brakuje zagadki, która wciągnęłaby widza w prowadzoną z przestępcami grę. Autorytet i niezwykła inteligencja pani inspektor pozwalają jej niemal czytać w myślach gangsterów i pojawić się na przykład w ostatniej chwili w miejscu, gdzie jeden bandyta ma dokonać egzekucji na innym. W ten sposób bohaterka pozostawia w tyle nie tylko innych funkcjonariuszy, ale i samego widza, któremu po prostu serwuje się kolejne wydarzenia i nie daje czasu na refleksję. Zamiast wykorzystać chociażby umiejętnie wpleciony trop, w postaci nawoływania muezina, który pozwolił bohaterce odnaleźć wroga, twórcy poprzestali na dość typowym i niezwykle prostym oszustwie, czym Bollywood po raz kolejny udowadnia, że nie ma dobrego zdania na temat inteligencji swoich odbiorców. Widz, przekonany, że bohaterka popełniła błąd, otrzymuje w finale połączone z retrospekcją szczegółowe sprawozdanie z wydarzeń, które naprawdę miały miejsce, a których nie mógł się sam domyślić.

Prezentujący indyjskie bolączki twórcy filmu postanowili złapać wiele strok za ogon, w efekcie czego zarysowane na początku tropy nagle się rozmywają w natłoku zdarzeń i postaci, ginie napięcie, a bohaterowie stają się zbyt papierowi, by wzbudzić szczerą sympatię czy nienawiść. Początek opowieści sygnalizuje konflikt między ambitną i zdolną funkcjonariuszką, a szefem-służbistą, motyw, który bardzo często pojawia się w tego typu dziełach. Nie zostaje on jednak rozwinięty, a szkoda, wątek taki mógłby bowiem wyjaśnić dlaczego wykonująca „męski” zawód kobieta darzona jest takim szacunkiem przez swoich podwładnych. Podobny błąd popełnili zresztą twórcy biograficznego filmu Mary Kom (2014) Omunga Kumara, którego bohaterka, tradycyjnie wychowana indyjska dziewczyna, postanawia trenować boks, jak gdyby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie.

Przedstawiony w Nieustraszonej gang, poza handlem ludźmi, trudni się również przemytem narkotyków, filmowcy postanowili bowiem przy okazji zaznaczyć, że seksbiznes to nie jedyny problem współczesnych Indii. Takie rozdrobnienie nie było jednak potrzebne, filmy o narkotykach bowiem od dawna goszczą na indyjskich ekranach (np. Dum Maaro Dum, Rohana Sippy, 2011), podobnie zresztą jak dzieła poruszające wszystkie inne zaznaczone w filmie Sarkara problemy. Tymczasem bohaterska Shivani nie tylko rozpracowuje siatkę przestępców, ale przy okazji rozprawia się również z radykalnymi bojówkarzami, którzy występują przeciwko wszystkiemu, co w ich mniemaniu godzi w indyjskie tradycje (tu przeszkadzają im Walentynki) i również stają się częstym tematem indyjskich filmów (najsłynniejszy z nich to dystrybuowany w Polsce Kolor Szafranu Rakesha Omprakasha Mehry, 2006). Przy okazji pojawia się też problem nie tylko gwałtów, tematu ciągle w Indiach bolesnego, ale i fałszywych oskarżeń, które stają się w ostatnim czasie chętnie wykorzystywaną bronią w walce z przeciwnikami, co rzeczywiście jest bardzo interesującym zagadnieniem, ale tu akurat znowu odbiega od głównej intrygi. Nie mogło też zabraknąć lubieżnego polityka, uwikłanego w brudne interesy, postaci, która również nie została pokazana po raz pierwszy, wystarczy przypomnieć sobie Page 3 (2005) Madhura Bhandarkara, i wreszcie, co mogłoby być elementem najbardziej interesującym, negatywnymi postaciami są w filmie nie tylko mężczyźni. Okrutne kobiety, które, same kiedyś uprowadzone i zmuszone do prostytucji, teraz mszczą się za doznane krzywdy na innych młodych dziewczętach, przemykają gdzieś jednak w tle, choć mogły stać się ciekawą przeciwwagą dla stojącej po stronie dobra policjantki bez skazy.

MardaaniPani inspektor jest postacią sympatyczną, można nawet powiedzieć, że dobroduszną. Nie stroni od rubasznych żartów i często łamie prawo wszędzie tam, gdzie jest to konieczne dla wyższych celów, chociaż, poza finałowym spuszczeniem lania czarnemu charakterowi, poczyna sobie dosyć łagodnie. Trudno jednak uwierzyć w jej autorytet, skoro twórcy skoncentrowali się na pokazywaniu swojej bohaterki na przemian w scenach kaskaderskich i w podkreślających jej cięty humor dialogach, zamiast zaangażować swoją postać w poważniejsze konflikty. Demoniczny czarny charakter Karan (Tahir Raj Bhasin), choć robiący srogie miny, również nie jest w stanie przekonać widza, że ma on oto do czynienia z geniuszem zła. Nawet brutalne okaleczenie porwanej dziewczyny i egzekucja jej towarzyszki niedoli nie wzbudzają większych emocji, film bowiem jest całkowicie pozbawiony napięcia, co w przypadku dzieła o takiej tematyce stanowi grzech nie do wybaczenia.

Istnieją w Indiach filmy, które, jak na przykład Haider (2014) Vishala Bhardwaja, mimo wykorzystania piosenek, nie tracą na świeżości i na długo pozostają w pamięci widzów. Jest też wiele dzieł brutalnych i mrocznych, jak chociażby pokazany w Polsce rok temu Brzydki (2013) Anuraga Kashyapa, czy stawiający trudne pytania A Wednesday! (2008) Neeraja Pandeya. Powstają opowieści zaskakujące bezpretensjonalnością, do których zaliczyć można między innymi Queen (2014) Vikasa Bhala, są wreszcie filmy takie jak Nieustraszona i na przykład Highway (2014) Imtiaza Alego, które mówią o rzeczach ważnych, ale z jakiś powodów nie potrafią porwać widzów. Może właśnie dlatego, że za dużo mówią? Pozbywając się piosenek, twórcy Nieustraszonej, którzy za wszelką cenę postanowili odciąć się od produkcji głównego nurtu, zapomnieli, że taneczne interludia, mimo że charakterystyczne, nie mają aż takiego wpływu na fabułę dzieła, żeby sam ich brak radykalnie film zmieniał. Bollywood bowiem to przede wszystkim charakterystyczny, oparty na powtórkach i wyjaśnieniach telenowelowy sposób narracji. Podobnie jak oglądająca serial typowa pani domu, widz indyjski równie często rozprasza się podczas seansu, wiedząc, że najważniejsze elementy historii zostaną powtórzone, a sens całości wyłożony w finałowej przemowie. Przy całym swoim rzekomym nowatorstwie Nieustraszona, która zresztą w Indiach nie została dobrze przyjęta, powiela ten schemat, stając się filmem tak bollywoodzkim, jak to tylko możliwe, co samo w sobie nie stanowi mankamentu, staje się problematyczne dopiero wówczas, gdy film taki zostaje zaprezentowany jako dzieło wyjątkowe i zrywające z dotychczasową formułą.

[tekst: Tatiana Szurlej]

Jeśli wybierasz się do Indii Szerokopojętych i potrzebujesz inspiracji, zajrzyj na stronę naszego biura podróży.
Skontaktuj się jeśli potrzebujesz pomocy w organizacji pobytu:
info@strefawypraw.com.pl | tel. 12 4441293

biuro podróży STREFA WYPRAW

Dodaj komentarz

Comments Protected by WP-SpamShield Spam Filter